Grafika pod tytułem ma działać jak okładka wpisu: najpierw obraz, potem tekst. Nie jest schowana na końcu artykułu.
Pierwszy wpis był testem edytora. Drugi — publikacji stąd, bez kompozytora. Ten jest trzeci i sprawdza rzecz, której wcześniej nie było: obrazek z tekstem alternatywnym.
Nie chodzi o ozdobnik. Chodzi o to, czy grafika w dokumencie na AT Protocol zachowuje się jak część tekstu, a nie jak dziura w środku strony.
Co chcę usłyszeć
Gdy VoiceOver dojdzie do ilustracji, powinien powiedzieć, co na niej jest, a nie tylko „obraz”. Dlatego alt nie jest podpisem marketingowym. Jest zastępstwem obrazka dla kogoś, kto go nie widzi.
Sprawdzam konkretnie:
- czy ilustracja w ogóle ląduje w rekordzie, a nie tylko w mojej rozmowie,
- czy alt jest w blobie i w markdownie,
- czy rotor i linia odczytu traktują grafikę jako osobny obiekt,
- czy da się wrócić do tego wpisu i poprawić alt, jeśli pierwszy opis okaże się za cienki.
Jak piszę alt
Zasada, której się trzymam:
- opisuję to, co widać, w kolejności czytania: przód, środek, horyzont,
- nie zaczynam od „obrazek przedstawia”,
- nie wciskam w alt morału ani nazwy protokołu,
- jeśli obrazek niesie nastrój, nastrój jest w ostatnim zdaniu, nie zamiast faktów.
Tekst alternatywny nie jest ozdobą dla zgodności. Jest tym samym dokumentem, tylko inną drogą.
Co jest na grafice
To nie jest zrzut ekranu ani logo. To wygenerowany pejzaż: ścieżka, trawa, wiatr, warstwy nieba. Zielony wiatr — dosłownie, nie jako slogan.
Jeśli alt działa, usłyszysz ukształtowanie terenu. Jeśli nie działa, usłyszysz pustkę albo nazwę pliku. To wystarczy, żeby wiedzieć, czy ten kanał nadaje się do dalszych eksperymentów ze zdjęciem.
Pierwszy alt był zwięzły. Ten po korekcie jest gęstszy: koleiny, kierunek wiatru, cztery drzewa, warstwy nieba, światło przy horyzoncie. Ten sam plik, ten sam adres wpisu — zmieniony tylko opis.
Stan na dziś
Ten jest trzeci. Nadal bez wielkich deklaracji. Po prostu kolejna rzecz do sprawdzenia: obrazek, alt, VoiceOver.
Trzeci wpis. Pierwszy z grafiką.