"Obłędnik": Erozja zaufania - 006

By Andrzej "Petel" Petelski (@psychoparanoik.bsky.social)
Published:

Kryzys zaufania w polskiej polityce to nie meteor, który spadł z nieba – to raczej pogodowy front, który zawisł nad krajem na dłużej i co jakiś czas zmienia go tylko kierunek politycznego wiatru. Jedni mówią: wina afer. Drudzy: mediów. Trzeci: obywateli, którzy „nic nie rozumieją”. Wszyscy po trochu mają rację i wszyscy wygodnie omijają sedno: zaufanie nie jest emocją, którą można wywołać konferencją prasową. To efekt przewidywalnych procedur, dotrzymanych terminów i decyzji, które da się zrozumieć także wtedy, gdy są dla nas niekorzystne.

image

Polityka radzi sobie z tym kryzysem najpierw doraźnie, bo tak każe kalendarz wyborczy. Gdy słupki poparcia robią się mniejsze, pojawia się „nowe otwarcie”, „reset”, „audyt” i „komisja”, a do tego garść „przełomowych ustaw”, które – jak w reklamie – działają już od pierwszego zastosowania. Publiczność dostaje rytuał pokuty i oczyszczenia: winni zostaną ukarani, standardy podniesione, a jutro będzie transparentne. Po czym państwowa codzienność toczy się jak dawniej: papierologia, wąskie gardła, przetargi pisane tak, by nikt nie chciał startować, i komunikaty urzędowe, z których można zrozumieć tyle, że nic nie wiadomo. Zaufanie od takich opowieści nie rośnie, bo zaufanie żywi się doświadczeniem, nie deklaracją.

Dalej wjeżdża ciężka artyleria PR. Politycy uczą się słów „partycypacja”, „otwarte dane”, „dialog społeczny”. Powstają portale z dumnymi nazwami, w których po trzech kliknięciach lądujemy na PDF-ie zeskanowanym w rozdzielczości jak z faksu. Rejestry umów niby jawne, ale kluczowe wiersze zasłonięte zgrabnym „RODO”. Konsultacje społeczne trwają tydzień i zaczynają się w piątek po południu. Rzadko odbywają się według stałego, przemyślanego harmonogramu — są organizowane doraźnie, tylko w sytuacjach awaryjnych lub pod presją, co skutkuje pustymi terminami w kalendarzach i brakiem systematycznego dialogu z obywatelami. Dla obywatela to prosty komunikat: zaufaj nam na słowo, i nie, nie musisz sprawdzać! Tymczasem zaufanie nie lubi ciemnych korytarzy – woli jasne światło i drzwi, które otwierają się bez skrzypienia, a zamykają bez trzasku.

W kontrze do PR-owych zrywów jest szkoła „nudnej kompetencji”. Ona nie ma dobrego PR, bo trudno pokazać w telewizji, że coś po prostu działa. Brak awarii nie jest newsem. Ale jeśli kanalizacja nie wybija, autobus przyjeżdża o czasie, a wniosek da się złożyć bez błądzenia po pięciu okienkach, rodzi się banalne, lecz najcenniejsze uczucie: spokój.

I tu widać pierwszą ścieżkę wyjścia z kryzysu zaufania – konsekwentną odbudowę procedur. Nie wielkie reformy na sztandarach, tylko małe, mierzalne poprawki: krótsze terminy na odpowiedź urzędu i realne sankcje, gdy urząd milczy; jednolite standardy informacji publicznej; jawne, zrozumiałe uzasadnienia decyzji. Tak, to nudne. I w ten sposób nie zyskuje punktów w social mediach. Ale to właśnie ta nuda buduje przekonanie, że państwo nie jest teatrem, lecz instytucją.

Druga ścieżka prowadzi przez język, którym polityka mówi do ludzi. Dziś dominuje reżyseria emocji: mobilizujemy swoich, demonizujemy cudzych, a w przerwach liczymy lajki. W takim pejzażu zaufanie nie ma jak się utrzymać, bo ono jest „między” – między sporem a kompromisem, między racją a ułomnością. Polityk, który potrafi wyjść i powiedzieć „nie wiem, sprawdzę” albo „pomyliłem się”, ryzykuje natychmiastowy ostrzał. Ale każdy taki komunikat odsłania coś, o co dziś najtrudniej: gotowość do odpowiedzialności, która nie jest tylko karą dla przeciwnika. Jeśli chcemy, by zaufanie wracało, trzeba przywrócić wagę słowu „przepraszam” i zrehabilitować słowo „kompromis” – rozumiany nie jako zdradę, tylko jako sztukę polityki.

Trzecia ścieżka to instytucje. Nie te, które pojawiają się i znikają wraz z większością, tylko te, które trwają, bo zostały zbudowane tak, by wytrzymywać nacisk. Niezależne organy kontrolne, prawdziwa jawność lobbingu, profesjonalne służby cywilne z rekrutacją opartą na kompetencjach – to wszystko jest mało fotogeniczne, ale niezwykle skuteczne. Zaufanie w państwie przypomina most: można go pomalować na nowy kolor, można powiesić na nim światełka, ale jeśli przęsła są z kiepskiej stali, każdy cięższy samochód stanie się problemem. I odwrotnie – solidna konstrukcja przetrwa nawet nieudany festyn.

Warto też spojrzeć niżej, bo często to, co najlepsze, dzieje się lokalnie. Mieszkańcy potrafią bardziej ufać wójtowi niż ministrowi nie dlatego, że wójt jest lepszym człowiekiem, tylko dlatego, że jest bliżej skutków swoich decyzji. W samorządach zaufanie rośnie, kiedy urzędnik zna nazwę ulicy nie z mapy, lecz z butów, które po niej przeszły. Tam łatwiej wprowadzić panele obywatelskie, budżety partycypacyjne, dyżury w terenie, wspólne priorytety dla budżetu. Państwo centralne może się tego nauczyć – nie poprzez deklamacje o decentralizacji, lecz przez realne przekazanie kompetencji i pieniędzy wraz z obowiązkiem rozliczania efektów.

Ktoś powie: piękne ideały, ale polityka jest twarda i brutalna. Owszem, bywa. Tyle że brutalność zawsze kosztuje – i rachunek prędzej czy później przychodzi w postaci jeszcze głębszego cynizmu społecznego. Mechanizm jest prosty: jeśli wyborca słyszy przez lata, że każda decyzja to wyłącznie gra interesów, to zaczyna grać ostrożniej – wycofuje się, minimalizuje oczekiwania, głosuje przeciw, nie za. I wtedy żadna wizja nie ma szans, bo kto zaufa wizji, skoro nawet regulamin konkursu na szefa kuchni da się ustawić. Dlatego polityka, która chce zaufania, musi zaryzykować rezygnację z kilku wygodnych narzędzi. Mniej „wrzutek” legislacyjnych o północy, więcej konsultacji, które trwają tyle, ile trzeba. Mniej nominacji „bo swój”, więcej konkursów z realną konkurencją. Mniej tryumfalnych konferencji, więcej spokojnych raportów z wykonania.

Pozostaje pytanie najtrudniejsze: czy to się opłaca? W krótkim horyzoncie – bywa różnie. W długim – zawsze. Zaufanie nie jest trofeum, które można włożyć do gabloty i pokazać w kampanii. To raczej linia kredytowa, z której państwo korzysta w kryzysie: gdy trzeba wprowadzić niepopularne regulacje, gdy budżet nie domyka się o kilka miliardów, gdy trzeba zbudować most szybciej, bo rzeka przybiera. Bez zaufania każdy z tych ruchów kończy się wojną podjazdową, a każda decyzja – referendum nad sensem istnienia instytucji.

Jak więc polska polityka radzi sobie z kryzysem zaufania? Na razie przeważnie go „obsługuje” – łata wizerunkowo, przeczekuje, a czasem po prostu zakrzykuje. Ale wyjście jest pod ręką i wygląda jak przepis na kiepski felieton: zero fajerwerków, sama inżynieria. Najpierw uporządkować procedury, potem uprościć język, a na końcu – cierpliwie naprawiać instytucje. Zaufanie nie rośnie od gładkich słów z mównicy; rośnie, gdy chodnik, obiecany na czerwiec, naprawdę jest gotowy w czerwcu. I gdy nikt nie musi pytać, dlaczego tę kostkę kupiono akurat od tej firmy, za taką cenę i bez konkursu. Wtedy niebo nad krajem bywa dalej pochmurne, ale przynajmniej wiadomo, że deszcz pada zgodnie z prognozą.

Andrzej "Petel" Petelski

<p align="center"> <b>Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ufunduj łyk energii niezbędnej do opisywania świata.</b> </p>

<p align="center"> <a href="https://buycoffee.to/popetelony" target="blank" rel="noopener noreferrer"> <img src="https://mycena.us-west.host.bsky.network/xrpc/com.atproto.sync.getBlob?did=did%3Aplc%3Apagze4mpuvbaluqhbrv4bsak&cid=bafkreiftam5thd7ngkoy4gucz5uhkrmqr27ed26557ltejuqvrha3ptzfi" alt="Dokarm autora kofeiną"> </a> </p>

<p align="center"> <b>Posłuchaj w formie podcastu:</b> </p>

<table role="presentation" align="center" style="border-collapse:collapse;margin:0 auto;"> <tr> <td align="center"> <a href="https://open.spotify.com/episode/5adExXLd6jK75N42kKqtvP?si=laBhsyhQ-aoJl9hNVXluQ" target="_blank" rel="noopener noreferrer" aria-label="Słuchaj odcinka w Spotify"> <img src="https://petelski.pl/wp-content/uploads/2025/08/przycisk.2png.png" alt="Słuchaj odcinka w Spotify" width="250"> </a> </td> </tr> </table>