"Obłędnik": Taniec na krawędzi demokracji - 005

By Andrzej "Petel" Petelski (@psychoparanoik.bsky.social)
Published:

Kryzys w Sądzie Najwyższym przypomina piosenkę karaoke: wszyscy znają refren, nikt zwrotek, a mimo to śpiewają na całe gardło. W refrenie pobrzmiewa odwieczne pytanie – kto tu naprawdę rządzi: konstytucja, polityka czy instytucjonalna inercja? Ostatnie miesiące dodały do tej partytury kilka nowych nut.

image

1 sierpnia Trybunał Sprawiedliwości UE odpowiedział na pytania prejudycjalne dotyczące przenoszenia sędziów między izbami przez I prezesa SN, orzekając, że takie rozwiązanie w realiach sprawy nie kłóci się z prawem Unii. Jedni uznali to za zielone światło, inni – za zapis drobną czcionką, który niczego ostatecznie nie przesądza. Orzeczenie chwilowo chłodzi emocje wokół zarzutów o arbitralność decyzji personalnych, ale nie rozwiązuje problemu braku wspólnego punktu odniesienia dla statusu sędziów powołanych po 2018 roku.

Właśnie tutaj zaczyna się nasz polski taniec na krawędzi. Mamy spór nie tylko o to, kto jest „prawdziwym” sędzią, ale także o konkurujące legitymacje instytucji orzekających w najważniejszych sprawach. W lipcu sporna izba SN, obsadzona w całości przez nominatów nowej KRS, potwierdziła wynik wyborów prezydenckich. Formalnie państwo musi mieć organ zamykający proces wyborczy, ale politycznie każda decyzja wydana przez izbę otoczoną sporem o legalność zwiększa mur nieufności. To spór o to, czy wyroki są wyrokami, czy tylko opiniami w togach.

W tle widać obraz, który mógłby przyśnić się konstytucjonaliście: SN dokumentuje własną chorobę autoimmunologiczną. W latach 2022–2024 w ponad setce spraw uchylano orzeczenia wyłącznie z powodu udziału sędziego powołanego po 2018 roku — nie dlatego, że rozstrzygnięto je co do meritum źle, ale że skład sądu był kwestionowany. To cena, jaką płacą obywatele, gdy państwo nie potrafi jasno ustalić definicji sędziego.

Ci, którzy liczyli, że nowa konfiguracja polityczna wygasi konflikt, doświadczyli zimnego prysznica. Nowy prezydent wywodzący się z obozu budującego sporną architekturę wymiaru sprawiedliwości już zapowiada twarde wetowanie prób „naprawy”, widząc w nich zamach na suwerenność. Zderzenie z rządem, który zbierał punkty w Europie za odblokowanie funduszy i odbudowę rządów prawa, wydaje się nieuniknione. Weta, kontrustawy, skargi – kolejne figury w dobrze znanym tańcu.

W pejzażu tym nie brakuje kolejnej nuty dramatycznej: I prezes SN publicznie oskarża rząd o bezprawność działań przy publikacji uchwał wyborczych, a w odpowiedzi pojawiają się wnioski o uchylenie immunitetów. Obie strony przekonane są, że bronią „tej jedynej” legalności. Nie jest to tylko spór o słowa, lecz o symboliczny monopol na definicję państwa. A gdy ten spór wchodzi do sal sądowych, realne sprawy obywateli zaczynają wyglądać jak żetony w kasynie – krążą między izbami, podejmowane są decyzje, które się zapadają, a sprawiedliwość zostaje odsunięta.

Europa, niczym wymagający nauczyciel, przypomina, że egzamin jest z całości materiału. Strasburg w sprawie Wałęsa przeciw Polsce mówił wprost: systemowy problem ze statusem sędziów trzeba rozwiązać systemowo, nie przez przypadkowe interpretacje. Bruksela i Luksemburg dodają swoje akapity, a my zamiast napisać spójny esej, ciągle poprawiamy przypisy. To tłumaczy, dlaczego nawet pozytywne zmiany, jak wygaszenie represyjnego systemu dyscyplinarnego czy wymiana prezesów zgodnie z procedurą, nie wystarczają, jeśli fundament personalny pozostaje sporny.

Czy Polska tańczy na krawędzi demokracji? Prawdziwa odpowiedź jest mniej efektowna niż dramatyczne nagłówki. Demokracja nie upada jednym krokiem w przepaść, lecz serią drobnych potknięć, gdy prawo traci przewidywalność, a instytucje – reputację. SN jest jak orkiestra, która w partiach technicznych gra czysto, lecz fałszuje w solowych wejściach. Naprawa jest możliwa, ale nie doraźną transpozycją. Potrzebny jest wspólny takt: jasna i niepodważalna ścieżka weryfikacji statusu sędziów, przyjęcie, że nie każdy wyrok jest prawidłowy tylko dlatego, że jest „mój”, oraz polityczne samoograniczenie — trudna sztuka, której w Polsce uczymy się od trzydziestu lat z różnym skutkiem.

Ostatnie rozstrzygnięcia TSUE, choć wygodne dla jednych i irytujące dla drugich, przypominają, że prawo unijne nie poda gotowej recepty na nasze konflikty. Można je traktować jak metronom, który pomaga trzymać tempo, ale melodię musimy zagrać sami. W przeciwnym razie dalej będziemy krążyć po sali, mijając się w pół kroku, podczas gdy publiczność — obywatele — zamiast bić brawo, będą stukali zniecierpliwieni oparciem krzeseł. Gdy zabrzmi ostatni akord, może się okazać, że nie tańczyliśmy na krawędzi demokracji, lecz na nerwach tych, którzy w niej szukali sprawiedliwości.

Andrzej "Petel" Petelski

<p align="center"> <b>Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ufunduj łyk energii niezbędnej do opisywania świata.</b> </p>

<p align="center"> <a href="https://buycoffee.to/popetelony" target="blank" rel="noopener noreferrer"> <img src="https://mycena.us-west.host.bsky.network/xrpc/com.atproto.sync.getBlob?did=did%3Aplc%3Apagze4mpuvbaluqhbrv4bsak&cid=bafkreiftam5thd7ngkoy4gucz5uhkrmqr27ed26557ltejuqvrha3ptzfi" alt="Dokarm autora kofeiną"> </a> </p>

<p align="center"> <b>Posłuchaj w formie podcastu:</b> </p>

<table role="presentation" align="center" style="border-collapse:collapse;margin:0 auto;"> <tr> <td align="center"> <a href="https://open.spotify.com/episode/5lq3GCsSEDkE1tSeQJUwA5?si=6R1S-A2ITuKhU0tvKLuHMw" target="blank" rel="noopener noreferrer" aria-label="Słuchaj odcinka w Spotify"> <img src="https://petelski.pl/wp-content/uploads/2025/08/przycisk.2png.png" alt="Słuchaj odcinka w Spotify" width="250"> </a> </td> </tr> </table>